Seria Ars Belli


KRZYSZTOF KĘCIEK
Wojny macedońskie



Wydanie I Warszawa 2012
Oprawa twarda
Format 160x220
Strony 438
ISBN 978-83-89487-55-1




Wojny, jakie toczyli Antygonidzi, Filip V i jego syn Perseus, z Republiką Rzymską doprowadziły do unicestwienia starożytnego królestwa Makedonów. Na polach pod Kynoskefalaj i Pydną zderzyły się dwa różne wojska, stosujące odmienne sposoby walki – najeżony długimi włóczniami walec falangi, zwarty jak kamienny mur, i elastyczna szachownica rzymskich manipułów. Zwyciężyli brutalni, sprawni w rabunku i potężniejsi Rzymianie. Synowie Wilczycy wszystkie swoje wojny prowadzili z nieludzkim okrucieństwem, ale w ostatecznej rozprawie z Macedonią przeszli samych siebie. Obracali w perzynę miasta, urządzali krwawe łaźnie, gwałcili, grabili i plądrowali. Wraz z upadkiem Macedonii Grecja i cały hellenistyczny Wschód dostały się pod panowanie mocarstwa znad Tybru. O tym, jak doszło do tych dramatycznych wydarzeń, jakie były motywy wschodniej ekspansji Rzymu, dlaczego Antygonidzi nie mogli zwyciężyć w tej wojnie i jakie popełnili błędy, opowiada ta książka.

Fragment rozdziału Pydna – dzień zagłady

Zanim jednak legiony zdążyły wejść do bitwy, kroczący szybko i pewnie peltaści z agemy uderzyli na wysuniętą do przodu kohortę Pelignów, a być może także Marrucynów. Źródła o tym milczą, ale królewscy włócznicy, nacierając z ochotą, z pewnością wydali swój straszliwy okrzyk bojowy: „Alalalalai!”. Żołnierze z Italii także krzyczeli wniebogłosy, by dodać sobie animuszu i zatrwożyć wroga. Tysiące stóp wzbiły w czerwcowym upale obłoki kurzu i pyłu. Gromkie wrzaski z niezliczonych ust, słaba widoczność, szczęk oręża, świst śmigających pocisków z pewnością wprawiły wielu wojowników w przerażenie. W społecznościach przedindustrialnych naturalnym stanem była cisza. Ogłuszający dźwięk walnej bitwy, którego nawet liczni wytrawni żołnierze do tej pory nie słyszeli, niektórych paraliżował, u innych powodował oddawanie kału i moczu, jeszcze innych wprawiał w stan podobny do snu. W takim bitewnym transie starożytni (i nie tylko) wojownicy często doznawali wizji, spostrzegali bogów i herosów wkraczających do boju. Macedońscy peltaści byli junaccy i twardzi. Posuwali się chwacko i w dobrym porządku. Na rozkaz nałożyli tarcze na ramiona, pochylili długie włócznie i gwałtownie runęli na nieprzyjaciela. Aemilius Paullus przyznawał później wielokrotnie, że nie widział nic bardziej straszliwego niż widok nacierającej macedońskiej falangi, najeżonej setkami grotów. Italscy wojownicy niewątpliwie najpierw cisnęli swe ciężkie oszczepy, powodując wśród peltastów pewne straty. Potem przystąpili do walki wręcz. Italikowie walczyli dzielnie, ale nic nie wskórali, nadaremnie próbując dosięgnąć krótkimi mieczami nieprzyjaciela. Lewą flankę 3-tysięcznego zastępu agemy osłaniali królewscy lekkozbrojni. Italikowie byli zapewne zbyt nieliczni, aby podjąć próbę oskrzydlenia. Wtedy dowódca kohorty Pelignów imieniem Salvius cisnął chorągiew oddziału w szeregi macedońskich zbrojnych. W armii rzymskiej utrata znaku bojowego była największą hańbą, zasługującą na srogą karę, przeto italscy żołnierze rzucili się naprzód z pogardą śmierci, by odzyskać sztandar. Nieustraszeni Pelignowie brali groty sariss na tarcze, inni próbowali rąbać długie włócznie ciosami mieczy, jeszcze inni z rozpaczą w sercu chwytali gołymi rękami straszny oręż Macedończyków. Falangici zaś niepowstrzymanie parli jak lawina. Dzierżąc sarissy oburącz i wzmacniając siłę uderzenia zadawali krzepkie ciosy. Długie groty włóczni przewiercały solidne rzymskie tarcze i zbroje. Liczni Pelignowie z pierwszych szeregów zginęli lub zostali ranni. Wykrwawione italskie kohorty cofnęły się w nieładzie w stronę góry Olokros (Phardhia Miti). W tym czasie pozostałe jednostki falangi także toczyły już bitwę i pędziły rozproszone oddziały rzymskich lekkozbrojnych i legionistów z pola. Upojeni zwycięstwem macedońscy wojownicy zbliżyli się na 400 metrów do szańców rzymskiego obozu. Jak podaje dziejopis Posejdonios,widząc klęskę swoich, konsul Aemilius z rozpaczy rozdarł na sobie tunikę. Wodza znad Tybru ogarnęło zwątpienie, nie wiedział, w jaki sposób jego ludzie mogą przedrzeć się przez zaporę z macedońskich włóczni.

Powrót


 Nowość

Copyright © 2008 Wydawnictwo ATTYKA
webdesign: remigiusz@biernacki.info